piątek, 20 lipca 2018

Mikrowyprawy, czyli sposób na najlepsze wakacje

Przygoda jest wszędzie. Nawet za Twoim blokiem, dwa przystanki od pracy i w parku koło szkoły. Nie wierzysz? Wyrusz w podróż po mikrowyprawa...

Przygoda jest wszędzie. Nawet za Twoim blokiem, dwa przystanki od pracy i w parku koło szkoły. Nie wierzysz? Wyrusz w podróż po mikrowyprawach razem ze mną i Łukaszem Długowskim, autorem książki "Mikrowyprawy w wielkim mieście". Przekonamy Cię, że nie potrzebujesz wiele więcej, niż własne chęci aby się świetnie bawić. 



Czym są mikrowyprawy? 

Mój tegoroczny urlop komplikował się już na starcie. Wszystkie plany, jakie miałam, postanowiły się pokrzyżować i wyskoczyć przez okno. Zostałam z wizją urlopu w mieście i nadciągającą ulewą, ale chciałam wykorzystać ten czas produktywnie. Przeorganizowałam się po raz enty i pierwsze kroki poniosły mnie......do biblioteki:) Nie śmiej się, uwielbiam biblioteki i księgarnie. Odpoczywam w nich prawie tak samo jak na bezludnej wyspie:) Jeśli tylko przekroczę próg miejskiej biblioteki, bądź pewien, że szybko z niej nie wyjdę. Tamtego dnia szukałam kilku książek o tematyce podróżniczej. Kiedy mój wzrok napotkał "Mikrowyprawy w wielkim mieście" wiedziałam, że mam to, czego potrzebuję. O samej idei słyszałam od kilku lat, niby ją rozumiałam, ale chciałam ją zgłębić. Urlop okazał się być do tego idealną okazją. 


Idealny sposób na urlop

Lubię ludzi potrafiących zarażać swoją pasją, z iskrą w oku, gorąco wierzących w swoje ideały. Przełamujących stereotypy, wyłamujących się z ram konwenansów. Łukasz udowadnia, że nie potrzeba wygrzewać się na Malediwach, czy nurkować na Barbadosie, żeby w pełni zresetować umysł. Sprawdziłam na sobie i potwierdzam - to działa. Mogę być ambasadorką mikrowypraw;) My ludzie mamy tendencje do zapominania o tym, że prawdziwa zabawa nie zależy od tego GDZIE jesteśmy, tylko z kim i z jakim nastawieniem. Otwarta głowa i fantazja są równie mile widziane. Zdarzyło Ci się wyjechać na wakacje planowane niemal z rocznym wyprzedzeniem i tak wiele od nich oczekiwać, że po przybyciu na miejsce czułaś rozczarowanie? Jeśli tak, spróbuj mikrowypraw. Pod tym słowem kryje się przygoda, adrenalina, zwroty akcji i wolność. Wiem, że wszyscy jesteśmy turbo zajęci, ale nie powiesz mi, że nie wygospodarujesz dwóch godzin na wycieczkę za miasto? Moja pierwsza mikrowyprawa rozpoczęła się, kiedy skończyłam trzeci rozdział książki. Stwierdziłam, że skoro to jest tak proste, to  jak to możliwe, że zapomnieliśmy o spontanicznych wyprawach donikąd? Ta myśl było dla mnie na miarę odkrycia prochu. Urlop okazał się być okazją do totalnego luzu i poczucia, że nic nie muszę, za to wiele mogę. Plecak, woda i w drogę. Wyruszyliśmy z przystanku w Łodygowicach na Magurkę. Przygód po drodze było sporo, a sama góra, choć nie jest wysoka, stanowiła dla mnie wyzwanie. Po dwóch godzinach podziwiania widoków i chłonięcia natury wszystkimi zmysłami, czułam się jak po dniu w najlepszym francuskim spa. Klimat w schronisku był idealny. Proste jedzenie dawno nie smakowało tak smacznie. Zwrotem akcji było załamanie się pogody i burza o godzinę za wcześnie. Dzięki temu poznałam fajnych ludzi z sąsiedniego stolika, który zaoferowali się zabrać nas ze sobą w drogę powrotną. 


Przygoda za jeden uśmiech

Mnie już nie trzeba przekonywać do tego, aby ruszyć w drogę. Sama szukam okazji do tego, aby na chwilę rzucić wszystko i wyruszyć przed siebie. Kolejną moją wyprawą będzie noc w lesie w trakcie rykowiska. Mikrowyprawy zdejmują cały ciężar planowani i logistyki, zostawiając miejsce na czerpanie czystej radości z chwili. Jeśli chcesz złapać namiastkę wakacji w ciągu tygodnia, wyskocz za miasto, jedź nad jezioro, idź na łąkę i pogap się bezczynnie w chmury. W książce Łukasza jest masa gotowych propozycji do tego jak spędzić czas inaczej niż zwykle. Ja chcę Cię też zachęcić do szukania własnych sposobów. Dzięki Łukaszowi odkryłam na nowo radochę z wyłamywania się codzienności, chciałam mu o tym powiedzieć, a w efekcie udało mi się namówić go do wywiadu dla Ciebie. Jeśli masz jakieś pytania do Łukasza, wrzuć je w komentarz pod wpisem, obiecuje że je zobaczy kiedy tylko wróci z kolejnej wyprawy:)

Poniżej wywiad z Łukaszem, a ja zachęcam Cię do zapoznania się z jego książką, fan page'm i najlepszą grupą na Facebooku. Masz pomysł na mikrowyprawę? Daj znać w komentarzu, chętnie się dowiem jak Ty się odcinasz od codzienności. 


Kiedy nauczyłeś się odnajdywać radość w małych rzeczach?


Łukasz Długowski - Potencjał we mnie był na to od zawsze, ale droga była długa. Na początku małe rzeczy mało mnie kręciły. Kręciły mnie wielkie rzeczy, wielkie przygody, wielkie podróże, najlepiej dalekie. Po angielsku nazywa się to remote, czyli regiony odosobnione, odludne, trudno dostępne. Wydawało mi się, że tam jest prawdziwa przygoda i życie. W 2012 roku próbowałem przejść Norwegię na nartach i po kilku dniach zawróciłem ze względu na zagrożenie lawinowe i zbliżającą się burzę. Kiedy przygotowywałem się do tej ekspedycji, myślałem że to będzie najważniejsza podróż mojego życia a jeśli się nie uda, to wszystko się rozpadnie. Później okazało się, że to była najważniejsza porażka mojego życia, to ona przestawiła moje myślenie - z wielkich ekspedycji, z wielkich rzeczy, wielkich przeżyć i krajobrazów na to, co lokalne, dostępne pod ręką, małe. Zrozumiałem, że tak naprawdę te ekstremalne przeżycia, czy widoki mamy raz na jakiś czas. Raz na rok, na kilka lat. Zależy od budżetu i wolnego czasu. A co zrobić z tym życiem pomiędzy? Narzekać, że jest takie, jakie jest? Nauczyłem się doceniać to, co mam pod ręką i teraz równie dużą przyjemność jak widok Andów w Ameryce Południowej mogę mieć patrząc na Beskid Żywiecki w południowo-zachodniej Polsce. Pogórze Przemyskie, czy lasek pod Warszawą. Nie wiem, czy tego można się nauczyć, to jest po prostu umiejętność zauważenia, że tutaj jest pięknie. A jedynym sensem życia jest życie. W większości przypadków ono nie jest spektakularne, jest zwykłe. Jak brzoza, która rośnie u mnie za oknem


2 porady dla kobiet szykujących się na samotne mikrowyprawy


Ł.D. - To będą te same porady, które przekazuje wszystkim. Zadbajcie o bezpieczeństwo, sprawdźcie wcześniej gdzie jedziecie, czy macie odpowiedni sprzęt, weźcie ze sobą mapę, kompas, naładujcie telefon. Nie ma tutaj rozróżnienia na płcie. To są zasady, które dotyczą nas wszystkich. I przede wszystkim - do niczego nie potrzebujecie mężczyzn. Przez wiele lat, a nawet przez wieleset lat przygoda, ekspedycje, ryzyko były domeną mężczyzn, chociaż nie było podstaw do tego, żeby ich nie robiły kobiety. I nie ma sensu się porównywać. 


Jak radzisz sobie z nieprzewidywalnymi zwrotami akcji jak burza w lesie, czy popularne w naszych lasach dziki?


Ł.D. - Rzadko mnie zaskakują nieprzewidywalne sytuacje jak burza w lesie. Zanim wyjadę na mikrowyprawę sprawdzam prognozę pogody. Korzystam teraz z aplikacji, która pokazuje mi nawet z którego kierunku będzie wiało, w jakich godzinach z jaką prędkości, czy będzie padać itd. Dzięki temu ryzyko, że złapie nas burza można zminimalizować do zera. Prognozy dziś są bardzo dokładne. Natomiast jeśli chodzi o dziki, szczerze mówiąc to nigdy ich nie spotkałem podczas moich wypraw. Pewnie raz, czy dwa kręciły się wokół namiotu, szukając jedzenia, ale nic nie znalazły. Dbam o to żeby nie zostawiać resztek i przypadkowo nie dokarmiać dzikich zwierząt. Jedyny kontakt z tymi zwierzętami przydarzył mi się kiedy byłem nad Strzeszynkiem to jest jeziorko pod Poznaniem, otaczające niewielki las. Tam pan wyszedł na spacer z dzikami. Dokarmiał je niestety jabłkami, więc przychodziły do niego kiedy wychodził do lasu, były na wpół oswojone. Wtedy jedyny raz spotkałem dziki. Nie były agresywne. Szły sobie koło nas. Jedynie zazdrosna locha odpychała mnie nosem, kiedy za bardzo zbliżałem się do opiekuna stada. Jest to faktycznie kawał zwierzęcia. Te zwierzęta które udało mi się spotkać w naszych lasach to: bobry, jelenie, łosie, żurawie, borsuki. Raz, w Tatrach Słowackich spotkałem żmije, po kilkunastu latach chodzenia po górach. Ludzie często pytają mnie czy się nie boję dzikich zwierząt żyjących w naszych lasach. Odpowiadam, że nie ponieważ raz - bardzo trudno je spotkać, dwa - nie są niebezpieczne jeśli nie wchodzi się im w drogę. Zwierząt bym się nie bał.


3 pomysłów na kobiece mikrowyprawy


Ł.D. - Mikrowyprawy, które wszystkim polecam, to po prostu idź i prześpij się w lesie, na łące, nad rzeką. Jeśli ktoś nie przywykł do bliskiego kontaktu z przyrodą to to będzie wystarczające duże i mocne przeżycie. Można to wzmocnić rezygnując z namiotu na rzecz hamaku. Albo spać na glebie. Im mniej jest rzeczy oddzielających nas od przyrody, a namiot zdecydowanie czymś takim jest, to tym większe jest przeżycie przyrody. Tym bardziej ona w nas wchodzi. Tak więc prześpij się na dziko. 


Dwa wskocz do wody. Nie mówię tu o Wiśle, Warcie, czy odrze które są duże i mogą być niebezpieczne. Ja to nazywam river tracking'iem. Polega to na tym, że pakuje ciuchy do grubego worka na śmieci i w spodenkach wskakuję do rzeki. Tam gdzie się da idę, tam gdzie się nie da, płynę. Bardzo fajna przygoda zupełnie zmienia perspektywę i sposób patrzenia na rzekę i przyrodę. I jest to kontakt z rzeką typu full kontakt, który zawszie działa najlepiej. 


Trzecim pomysłem byłoby - wsiądź w pociąg lub autobus i wyjedź za miasto, tam gdzie się zaczyna prawdziwa wieś. Gdzie ludzie nadal pracują na roli a nie tylko dojeżdżają do miasta. Idź przez tą wieś mając przy sobie półlitrową butelkę wody, a opróżnisz szybko bo jest gorąco, to ie kupuj nowej , tylko podejdź do domu, zapukaj do drzwi i poproś o to, żeby Cie poczęstowali wodą. Żeby Ci jej nalali do butelki. I to jest to miejsce where magic happens czyli wyjście poza swoją strefę tego co znasz, czyli komfortu. I spotkanie się z innymi ludźmi których zwykle nie spotkałabyś w życiu codziennym bo każdy z nas mniej więcej porusza się tymi samymi ścieżkami, chodzi do tych samych sklepów i restauracji. Spotyka się z tymi samymi znajomymi, co powoduje że żyjemy w takiej bańce. Taka mikrowyprawa pozwoli nam z niej wyjść i spotkać niezwykłych ludzi. Naprawdę każdy człowiek którego spotkasz na trasie ma niezwykłą historię do opowiedzenia. Wystarczy tylko go wysłuchać.


W drogę.





You Might Also Like

11 komentarze

  1. Pewnie nie trafiłabym na Twojego bloga i ten wpis, gdyby nie grupa dla blogerów. Jak ja się cieszę, że dziś zajrzałam do niej!
    Po pierwsze - masz lekkie pióro, Twój tekst wciąga a po przeczytaniu go, mam ochotę na więcej!
    Po drugie - poruszasz bardzo ciekawy temat, taki, który i mnie dotyczy. Kiedyś, jeszcze podczas studiów, razem z moim przyjacielem mieliśmy taką tradycję, że po skończonej sesji, wsiadaliśmy w wybrany autobus/tramwaj i jechaliśmy na stację końcową, by sobie pochodzić, pozwiedzać. Robiliśmy to bardzo spontanicznie, bez szczególnego przygotowania. Zaznaczyć muszę, że obydwoje byliśmy spoza miasta, w którym studiowaliśmy, stąd takie wycieczki były dla nas i rozrywką, i miłym, zupełnie innym sposobem na bycie razem. Teraz mieszkam w jeszcze innym mieście, ale nie zdecydowałam się jeszcze na takie wyprawy. Brakuje mi bardzo otwartej przestrzeni, więc myślę, że weekendowe mikrowyprawy będą w sam raz!
    I jeszcze jedna rzecz - mam tak samo z bibliotekami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samanta! Dzięki za wszystkie miłe słowa:) Cieszę się że mnie 'odkryłaś' i podzieliłaś się swoją historią. też mieszkam w miejscu, które nie do końca znam i to odkrywanie jest najbardziej fascynujące. Ściskam wakacyjnie i do miłego:)

      Usuń
  2. My główny wyjazd mamy za sobą i też robimy takie mikrowyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie, czyli jesteście wypoczęci przez cały rok!:)

      Usuń
  3. mam na uwadze spływ kajakowy, który jest organizowany praktycznie pod moim "nosem", w końcu ucieknę od zasięgu i Internetu;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko możesz to uciekaj, to bardzo ciekawe, jak to co kiedyś było dla nas zupełnie normalne odkrywamy na nowo. To dziwne, ale nasze pokolenie musi się uczyć jak odpoczywać. Widziałam już książki na ten temat. Szaleństwo. Będę zgłębiać ten temat.

      Usuń
  4. Bardzo ciekawie tu u was, w naturalnym tonie, zgiełku wypraw w swiat szeroki, będę często zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Ewki:) Uściski dla Ewki a Ciebie zapraszam, wpadaj o każdej porze i czuj się jak u siebie!:)

      Usuń
  5. Zaglądam ponownie, post b. ciekawy, tak wiele uświadamia. Tylko ten co umie patrzeć odnajdzie szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie mikrowyprawy mają zbawienny wpływ na nas i na naszą wenę. Zawsze, kiedy nie chce mi się pracować, zostawiam robotę, wychodzę z domu i odpoczywam. Na drugi dzień zawsze mam więcej energii.
    Problem jest jeden dla mnie w tych propozycjach Łukasza. Panicznie boję się owadów i nie dałabym rady przeżyć nocy śpiąc w hamaku, czy na glebie :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniała idea - i bardzo mi bliska. Moje mikrowyprawy często są naprawdę mikro - idę pobłąkać się po łąkach za moim domem i patrząc przez wizjer aparatu odkrywam zaczarowane światy.

    OdpowiedzUsuń

Zamów powiadomienia o nowych postach !