niedziela, 24 września 2017

Książka o Zero Waste w Polsce! + konkurs

Był taki moment kiedy zrozumiałam, że idea zero waste jest mi bardzo bliska. Od tamtej pory minęło parę lat, a ja stopniowo, metodą małych k...

Był taki moment kiedy zrozumiałam, że idea zero waste jest mi bardzo bliska. Od tamtej pory minęło parę lat, a ja stopniowo, metodą małych kroczków wprowadzałam zmiany w swoje życie. Na przestrzeni tego czasu wokół ruchu zero waste utworzyła się spora społeczność. Dziś dotarła do mnie książka, którą chciałabym się z Wami podzielić. Dosłownie i w przenośni. Zapraszam!


Zero Waste - o co w tym chodzi?

W dużym skrócie zero waste to styl życia, w którym nie produkujemy śmieci. Pierwszą myślą, kiedy się o nim dowiedziałam nie było niedowierzanie. Była myśl - dlaczego nikt na to nie wpadł wcześniej? Od samego początku mojej przygody z zero waste przekonywałam rodzinę i znajomych do choć najmniejszych kroków w kierunku ekologicznego życia. Jak choćby rezygnacja ze słynnych torebek plastikowych w trakcie zakupów. Tak, zero waste wymaga uważności i dobrej organizacji, ale uważam że każdego na to stać. Za to nie stać naszej planety na kolejne śmieci lądujące w oceanach i nierozkładający się plastik. bardzo cieszy mnie fakt, że społeczność zero waste rośnie w siłę i że są w Polsce ludzie którym zależy na środowisku. Tym bardziej cieszy mnie premiera książki, która mam nadzieję rozpropaguje ten ruch wśród kolejnych osób.



Życie zero waste

W tym miesiącu premierę miał pierwszy polski poradnik zero waste autorstwa Katarzyny Wągrowskiej "Życie zero waste". Katarzyna jest autorką bloga ograniczamsie.com oraz entuzjastką minimalizmu. Mieszka wraz z rodziną w Poznaniu . Czym jest ruch zero waste? Według autorki to droga do lepszego życia. Między innymi jest to kupowanie świeżych produktów bez opakowań na targach i w małych sklepikach. To rezygnowanie z foliowych opakowań. Przede wszystkim jest to frajda z tego, że samemu można zrobić coś dobrego i wielkiego dla przyszłych pokoleń. 




Książka jest praktycznym poradnikiem dla tych, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę z ograniczaniem śmieci. Każdy obszar życia jet potraktowany obszernie i wyczerpująco. Książka przeprowadza nas przez etapy rozstawania się ze zbędnymi śmieciami, a nawet dowiadujemy się z niej jaka jest polska historia śmiecenia. Następnie autorka dzieli się swoimi przemyśleniami jak i gdzie kupować bezodpadowo. Jak planować zakupy, co robić z resztek, czym jest kompostowanie oraz foodsharing. W książce przeczytacie również wywiady z osobami które zajmują się zero waste na co dzień. Między innymi z autorką grupy Zero Waste Polska na Facebooku




Mam dla Was 3 egzemplarze tej niesamowitej książki, wystarczy że pod tym postem, lub na Facebooku opowiecie mi: 

1. Co sądzicie o idei zero waste? 
2. Czy stosujecie jakieś sposoby ograniczania śmieci?

Najbardziej kreatywne odpowiedzi zostaną nagrodzone egzemplarzem książki. Konkurs potrwa tydzień, do 2 października. 
Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Znak. 

Powodzenia!:)

You Might Also Like

31 komentarze

  1. Idea jest fajna, szkoda, że tak mało ludzi się z nią identyfikuje..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze rok temu było nas mało, dziś rośniemy w siłę:)!

      Usuń
  2. Tak szczerze to przykre, że trzeba pisać książkę o tym, jak nie marnować zasobów. To powinno być u nas naturalną postawą... Ja sama dążę do tego, bo po prostu zwyczajnie nie lubię marnować i wyrzucać czegoś, co można by jeszcze wykorzystać. Ostatnio w bardzo pomysłowy (nazwa bloga zobowiązuje :-) ) sposób postanowiłam wykorzystać zepsutą suszarkę na pranie. Połamały mi się w niej nogi. Postanowiłam je więc odkręcić i wykorzystać tę część górną do wieszania prania w pionie. Trudno to może wyjaśnić bez zdjęć (nie mam ich na razie), ale zawiesiłam tę część na hakach w łazience, w taki sposób, że pranie wiesza się na niej, jak na grzejniku łazienkowym (tej tzw. drabince). Tym sposobem suszarka zajmuje mniej miejsca, no i nie musiałam jej wyrzucać, i kupować nowej. Jestem z siebie dumna :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstyd mi, jednak muszę przyznać, że produkuję bardzo dużo śmieci. Jednak są pewne postępy na zakupy torby wielorazowe, śmieci sortowane ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Biorę udział w konkursie :)
    Sądzę, że idea zero waste, jest bardzo trafna i gdyby ludzie z niej korzystali, nasza planeta byłaby bardziej bezpieczna, a co z tym idzie - my sami. Moje sposoby to:
    1. Gdy kupuję owoce, warzywa, nie wkładam ich do foliowych worków, a jeśli muszę, to wszystkie do jednego.
    2. Wykorzystuję rzeczy, dając im nowe życie
    3. Piję wodę w szklanej butelce, wodę z kranu filtruje i po prostu przelewam do butelki i idę do szkoły
    4. Noszę ze sobą w torebce materialowa torbę

    Bardzo ciekawy wpis, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja się przyznam, bo kłamać nie lubię,że do stosowania całej filozofi bardzo mi daleko. Ciągle łapię się na wyrzucaniu resztek, czy produktów zywnosciowych które się zmarnowaly. Wiele pracy przede mną- jest coraz lepiej jednak nje perfekcyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też próbuje tak działać, ale często łapię się na tym, że jednak coś robię nie tak. Myślę, że taka książka będzie bardzo przydatna, fajnie, że ktoś wpadł na pomysł żeby to ładnie opisać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. 1. Idea zacna, ale ja nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez śmieci. Zużywam miliony foliowych torebek np. na obierki, bo tak mi łatwiej do torebki niż do kosza. Fizycznie nie jestem w stanie przenieść góry obierków. No i sporo takich innych ograniczeń, które powodują, że śmieci mnożą się w moim domu na potęgę np. butelka plastikowa jest lżejsza od szklanej i to już jest przy moim schorzeniu istotne.
    2. Niestety nie. Żadnych.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały a jakże potrzebny pomysł! Koniecznie muszę dowiedzieć się więcej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Strasznie podoba mi się ta idea, sama staram się jak mogę, aby tylko zminimalizować produkcję śmieci.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moim zdaniem ZERO waste to po prostu racjonalne decyzje i oszczędność. W sumie dla nas Polaków to nie powinna być żadna nowość, bo przez lata ludzie naprawiali i wykorzystywali ponownie różne rzeczy, kombinowało się coś z niczego. Niestety byliśmy do tego przymuszeni przez braki w sklepach, a wiadomo jak jest z przymuszeniem i nakazami. Dlatego od lat 90 zachłysnęliśmy się komercjalizacją naszego życia i wygodą plastiku i ciągle kupujemy. A gdyby zamiast nakazywać cokolwiek zachęcać i wspierać sensowne gospodarowanie rzeczami, to już teraz coraz więcej osób by dążyło do funkcjonowania zero waste.
    Sama z pewnym wstydem przyznaję się, że nie wyobrażam sobie zupełnego ZERO waste w moim życiu. Wydaje mi się, że żeby do tego dążyć tak na maksa da musiałabym się na tym za bardzo skupić kosztem innych spraw. Ale staram się jak tylko mogę podejmować decyzje zgodne z zasadami dbania o środowisko.
    Jednym z fajnych wydarzeń w duchu zero waste są cykliczne spotkania "wymianki". Z koleżankami przynosimy wtedy niechciane ubrania (które się znudzą, są w niewłaściwym rozmiarze itp.), rzucamy je na jeden wielki stos i każda z nas może sobie wybrać te, które się podobają, a resztę po prostu przekazujemy np. do Caritasu, domu samotnej matki, albo innych potrzebujących. Podobnie robimy z nietrafionymi kosmetykami, których mamy często sporo w nadmiarze. Dzięki temu mam teraz kilka rewelacyjnych sukienek, pędzel do makijażu, buty, szal na jesień i parę innych rzeczy. Oraz ogarniętą szafę :D W ogóle lubię mieć moją garderobę pod kontrolą - ciuchy w miarę możliwości przerabiam, staram się kupować takie, które będę nosić wiele lat, staram się wspierać polskie marki i kupować polskie produkty oraz co najważniejsze - co pół roku robię przegląd garderoby i przygotowuję listę potrzebnych rzeczy. Jeżeli już kupuję ubrania (czyli niezbyt często;)) to tylko według listy, to co jest potrzebne. Często kupuję też używane ubrania.
    Korzystam z wielorazowych toreb, na co dzień chodzę z plecakiem gdzie zawsze mogę spakować drobne zakupy, trzymam też w kieszonce dodatkową materiałową torbę. Niestety cały czas używam reklamówek, ale potem je wykorzystuję ponownie zamiast worków na śmieci, do zawijania rzeczy itp. Kupuję tez większe opakowania rzeczy, które mogą leżeć i wiem, że je zużyję (ryż, orzechy), żeby folii było najmniej. Staram się nie pić butelkowanej wody tylko taką z kranu w domu i w pracy, nawet bez filtra - w Polsce naprawdę można! Raz na jakiś czas kupuję małą butelkę, ale wybieram wtedy taką z fajnego plastiku, którą potem myję i używam ponownie. Teraz mam w szafce dwie takie butelki - jak gdzieś idę, to nalewam do nich wodę z kranu i pakuję do plecaka. Myślę też o zakupie wielorazowych słomek, na razie mam dwie :)
    Co jest też szczególnie ważne - planuję jedzenie i gotuję z podstawowych składników, sporo kupuję bez opakowań od pobliskich sprzedawców (w tym mięso no i warzywa), ponownie wykorzystuję niektóre opakowania po żywności (słoiki, plastikowe pudełka i tacki, kartoniki). Kartoniki wykorzystuję ponownie jako pudełka-przegródki w szufladach i na półkach. Tacki napełniam resztkami jedzenia, które potem wynoszę półdzikim kotom z okolicy. Teraz w ogóle będzie super, bo się przeprowadzam i wtedy resztki warzyw (obierki, zewnętrzne liście kapusty itp.), których u mnie robi się najwięcej, będą trafiać do kur. A ja będę miała świeże jajka :D
    Tak jak pisałam na początku - nie jestem w stanie być 100% zero waste. Ale poprzez te wszystkie codzienne drobne decyzje mogę się choć trochę zbliżyć do tego ideału i pracować nad tym, żeby było coraz lepiej. Chętnie przeczytałabym tą książkę, jestem ciekawa jakie jeszcze praktyczne rozwiązania zero waste mogłabym wprowadzić do swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Często zastanawiam się, jak mogę zminimalizować ilość śmieci dostarczane przez nasze gospodarstwo domowe, jednym ze sposobów okazało się kupowanie dużych opakowań zamiast małych, aby ograniczyć ilość opakowań. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie ma to jak na wsi.. Rzeczy na obiad bierze się z ogrodu, kto ma jakieś kury, czy świnie, to o jedzenie się nie martwi. Kości i odpadki rzuca się zwierzętom. Łupiny z warzyw idą w kompost, którym urzyźnia się glebę, żeby te same warzywa rosły ponownie w kolejnych latach. Tylko w miastach wygoda..;P

    OdpowiedzUsuń
  13. Stosuję ideę Zero Waste już od jakiegoś czasu i choć są pola, na których przegrywam - głównie ze strachu lub dlatego, że nie umiem sobie odmówić - to staram się nie przerywać metody małych kroczków.
    Zastanawiam się gdzie mogę zmienić jakiś drobny nawyk, by iść w stronę ograniczenia produkcji śmieci.
    Są czynności, które wystarczy zastąpić innymi i przechodzą bezboleśnie - np. wyrobienie nawyku noszenia ze sobą płóciennych toreb na zakupy lub koszyka.
    Są czynności, które wymagają przezwyciężenia strachu - np. poproszenie o zapakowanie do własnego pudełka licząc się z tym, że ktoś będzie patrzył na nas jak na wariatów, odmówi czy nawet będzie się kłócił.
    No i są czynności, które wymagając po prostu "walki" z samym sobą - np. nie kupowanie ulubionych chrupek czy napojów bo te są dodatkowymi śmieciami - na tym polu często polegam, ale nie poddaję się. Trzeba na to spojrzeć jak na pracę nad silną wolą, czy charakterem. Poza tym należy dostrzegać też dodatkowe profity - globalne i osobiste. Nie zjem paczki chrupek - nie będzie foliowej torebki w śmietniku, nie przytyję, będe zdrowsza, zaoszczędzę pieniądze. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Staram się jak najmniej śmiecić, jednak nie ograniczam kupna plastikowych opakowań itp. Za to rzadko korzystam z foliowych reklamówek na rzecz wielgachnej torby na zakupy albo nawet kartona, w którym często później przechowuję w domu puste słoiki. Właśnie, słoiki. Lubię kupować w szkle, bo później jest dla mnie idealnym opakowaniem na wiele rzeczy - od przetworów, po guziki, muszelki znad morze czy kaszę. Lubię zdrowe odżywianie, dlatego często robię różne przetwory czy nawet suszę zioła i robię z nich mieszankę.

    OdpowiedzUsuń
  15. słysząłam już o tej książce. ale sama nie miałam jeszcze okazji po nią sięgnąć

    OdpowiedzUsuń
  16. Był czas, że w naszym domu marnowała się cała masa rzeczy. Ciągle tylko było wynoszenie śmieci. Któregoś razu, gdy po raz kolejny wyrzucałam zepsute jedzenie z lodówki, wkurzyłam się. Tyle pieniędzy, plastiku i jedzenia o tydzień lądowało w śmietnikach, że było mi niemal wstyd. W końcu oprzytomniałam, wprowadzam stopniowe zmiany, jest lepiej, ale to wciąż długa droga przed nami.

    OdpowiedzUsuń
  17. Od kilku miesięcy wdrażam w życie idee zero waste, z pobudek środowiskowych, zdrowotnych i ekonomicznych. Na zakupy zabieram siatki i papierowe torebki, nigdy nie pakuje owoców i warzyw w jednorazowe reklamówki, piję przygotowaną wodę,i nie karmię kosza odpadami kuchennymi - mam domowy kompostownik.Dom czyszcze octem, a gary myję szydelkową myjką. Segreguje śmieci w pojemnikach, bez zbędnych worków. Więcej zmian nie pamiętam, proszę o wyrozumiałość :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja w moim domu jestem Ekkoterrorystką. Zaglądam za każdym, co wyrzuca do śmietnika. Segreguję namiętnie śmieci i dużo opakowań po żywności zachowuję w celu późniejszego przerobienia. O idei słyszałam już co nieco. Z przyjemnością zapoznam się z lekturą, bo jestem otwarta na taką filozofię życiową.

    OdpowiedzUsuń
  19. Marysia.
    Odkąd jestem mamą z dużo większą uwagą przyglądam się światu i sposobom na nie dokładanie śmieci do i tak już wszechobecnego bałaganu. Pozbyłam się rzeczy, których nie używam sprzedając je bądź oddając w dobre ręce. Będąc w sklepie samoobsługowym staram się mieć ze sobą pakowną torbę na zakupy. Warzywa czy owoce kupowane na wagę, wkładam do papierowej torebki, którą zawsze mogę pobrać na dziale z pieczywem. Gdy odwiedzają mnie znajomi i przynoszą jakiś podarunek, a jest on zwykle w reklamówce, po wypakowaniu prezentu mam w zwyczaju oddawać reklamówkę z powrotem. Zamiast gumy do żucia czy płynu do płukania jamy ustnej, stosuję goździki. 2,3 żute w ustach nadają piękny zapach, a oddech jest świeży, bo goździki maja właściwości antybakteryjne i anty grzybicze. Sprawdzają się nawet przy bólu gardła czy zęba. Zbieram też opakowania foliowe, w które pakowany jest makaron i ulubione płatki synka. Zwykle trwa to sporo miesięcy. Gdy uzbiera się odpowiednia ich ilość, z takich opakowań pletę warkoczyki. Potem okręcam i przyczepiam je do kartonu, który czasem zabieram ze sklepu by zastąpił mi torbę na czas transportu do domu. Taki karton pięknie obszyty foliowymi warkoczami z opakowań , wygląda jak koszyk ozdobny kupiony w sklepie. Mam więc za darmo ciekawą dekorację w domu, a zarazem praktyczne miejsce do przechowywania zabawek dziecka i innych przydatnych rzeczy. Często kupuję produkty w szklanych opakowaniach. Służą mi one potem do przechowywania żywności, herbaty, kawy, do robienia przetworów bądź ozdobione są ciekawym organizerem stojącym na półce w łazience czy w kuchni. Będąc na "wyprawie"z dzieckiem, zamiast kupować wodę czy sok w plastikowym opakowaniu , przygotowuję w domu napój w szklanej butelce. To kwestia przyzwyczajenia i wcześniejszego zaplanowania. Mam jeszcze wiele do zmiany, ale cieszę się , że w sporej części staram się żyć ekologicznie, co zauważa i przejmuje też synek. Najlepszy dowód tego miałam ostatnio, gdy przypalił mi się ryż w garnku. Stoję przy zlewie z przypalonym garnkiem w ręce i głośno myślę:" I jak ja to teraz wyczyszczę?" A mój synek "Mamuś zaraz z łazienki przyniosę ci sodę. Soda dobra na wszystko". I faktycznie, jak zawsze podziałało bez chemii :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Przyznam szczerze, że idea zero waste jest mi póki co kompletnie nieznana. Ale patrząc na górę śmieci w naszym koszu, chyba muszę się z nią zaznajomić :) Monika, zresetowani.pl

    OdpowiedzUsuń
  21. Zawsze mnie zadziwia, że ludzie potrzebuję kolejnych przedmiotów, aby pozbyć się tych niepotrzebnych. Że ludzie potrzebuję mody czy też wydarzenia na FB żeby nie wyrzucać jedzenia czy też nie znosić kolejnych gratów do domu... To niesamowite jak bardzo jesteśmy uzależnieni nie tylko od innych, ale też od rzeczy.
    Co robię by nie marnować? WSZYSTKO ;) Zaczęłam od prądu, wody i jedzenia. Kończę na torebkach foliowych i folii do pakowania kanapek. Staram się jak mogę... choć nie raz poległam. Podnoszę się, omijam spojrzenia znajomych, zwłaszcza te spode łba "ej ty tak na serio?" i zasuwam dalej. Planetę mamy tylko jedną - dbajmy o nią.

    OdpowiedzUsuń
  22. Idea zero waste, jak każda inna idea ma swoje wady i zalety. Ale bardzo mi się ona podoba! Choć nie możemy popadać też w skrajności, nie ważne jak się będziemy starać to i tak zanieczyszczamy środowisko i produkujemy śmieci :/ W moim przypadku sprawdza się parę pomysłów:

    1. Ciuchy- po co kupować nowe, w sklepie, jak można odkupić od kogoś lub kupić w second handzie i przerobić?
    2. Stare gazety- przerabiam je na okładki do zeszytów czy organizerów.
    3. Szklane opakowania, pojemniki, słoiki- nie zdarzyło mi się jeszcze kupić opakowania np. na herbatę, czy słoika na nowe przetwory. Zawsze wykorzystuję to co mi zostało, do ponownego użytku. Niekiedy słoiki służą za dekorację w domu np. wkładam do nich trochę kawy czy ryżu a na górę świeczkę ;)
    4. Stare kubki- idealne pojemniki na długopisy, pędzle itd.
    5. Plastikowe pojemniki po lekach- ostatnio mi służą jako pojemnik na waciki.
    6. Opakowania po chemii- gdy zużyję np. płyn do mycia szyb, do pojemnika po płynie wlewam np. stworzone przeze mnie "środki czystości"
    7. Stare ręczniki, narzuty i pościel- zamiast wyrzucić oddaję do schronisk, do kojców dla psiaków, żeby zimą miały ciepło.

    I mogłabym tak wymieniać bez końca, wiem, że to kropla w morzu potrzeb. Ale dzięki takiemu zachowaniu rzadko wyrzucam śmieci i być może pomagam naszej planecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Idea Zero Waste jest niezwykle potrzebna w dobie niesamocie zanieczyszczonego świata.Uważam,że każdy powinien przyjrzeć jej się z bliska w trosce o przyszłe pokolenia,aby dzięki niej móc zachować środowisko naturalne w jak najlepszej kondycji dla przyszłych mieszkańców Ziemi.

    W życiu codziennym zwracam bardzo dużą uwagę na swoje zachowania aby jak najmniej szkodzić przyrodzie,dalej mówiąc,staram się ograniczyć śmieci na tyle ile mogę oraz nie dokładać nowych w tym celu:
    *nie kupuję toreb foliowych,na zakupy używam toreb półciennych lub koszyka wiklinowego,odmawiam często pakowania odzieży w sklepach w reklamówki,wolę włożyć produkt do własnej torby
    *staram się nie kupować produktów w plastikowych butelkach,które długo się rozkładają - wybieram opakowania szklane czy kartony
    *unikam kupowania produktów,które są zapakowane w nadmierne ilości folii,papieru czy styropianów
    *jedzenie czy opady biologiczne staram się kompostować
    *wykorzystuję ponownie opakowania, np. szklane butelki na wazony,kartony na pojemniki do przechowywania

    OdpowiedzUsuń
  24. Idea "zero waste" jest mi bardzo bliska. Co niestety nie oznacza, że jestem idealnym przykładem na jej stosowanie. Pewne rzeczy trudno jest przeskoczyć w starciu np. ze sklepową (np. wszechobecne plastikowe opakowania, pudełka, pudełeczka, sreberka i inne takie), czy "blokowiskową" (np. brak kompostowników) rzeczywistością...
    Uważam, że każdy powinien się choć przez chwilę zastanowić nad ilością produkowanych śmieci i dążyć do ich zredukowania. A już na pewno zacząć działać tam, gdzie bez wysiłku można je ograniczyć, np. używając materiałowych toreb czy sortując je.
    Ja sama staram się maksymalnie ograniczyć produkcję odpadów i żyć w zgodzie z duchem "eko"- w miarę możliwości.
    Zakupy spożywcze robię na bieżąco- tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść w ciągu kilku dni bez ryzyka, że coś się zepsuje. Nie używam foliowych worków na warzywa, owoce ani inne rzeczy (a kiedy widzę, jak ktoś pakuje po jednym bananie, jabłku i pomarańczy każde do osobnej siatki, sama mam ochotę tę osobę w tym worku podduścić ;-) ), wszystko pakuję do materiałowej torby. Staram się wybierać produkty jak najmniej opakowane w plastiki, kartoniki itp. bez wyraźnej ku temu potrzeby. Wodę do picia filtruję w dzbanku, a kiedy jestem "na mieście", zazwyczaj mam przy sobie butelkę filtrującą, dzięki czemu nie muszę kupować wody w butelkach plastikowych. Śmieci zawsze segreguję. Szklane słoiki czy butelki często wykorzystuję ponownie- nie tylko na przetwory, też na różne produkty sypkie, czy inne wazono-świeczniki; a kartony na segregowanie jakichś drobniejszych pierdołek, dokumentów itp. Ubrania kupuję często w lumpeksach (i w zasadzie nie tylko ubrania, ale też dodatki, narzuty/poszewki, a czasem nawet piękne naczynia), a te w których już nie chodzę, oddaję potrzebującym, wymieniam się z kumpelą lub, jeśli się nie nadają do przekazania, wykorzystuję na szmaty do sprzątania itp. Stare pościele, koce czy ręczniki gromadzę i oddaję do schroniska podczas zbiórek tego typu fantów (podobnie z zakrętkami).
    Próbuję naprawiać (lub oddawać do naprawy) zepsute rzeczy zanim na serio się rozpadną i nie będą się nadawały do użytku. Staram się nie kupować rzeczy, które nie są niezbędne, a jeśli jestem w stanie stworzyć coś sama, np. z resztek- robię to (dotyczy to różnych sfer). Czasem trwa to wieki, ale warto ;-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Powiem szczerze, że nigdy nie patrzyłam na świat z perspektywy "brudu" jaki nas wszędzie otacza i nie chodzi tu o typowy nieład i nieporządek. Chcąc wziąć udział w konkursie pierwszy raz spotkałam się z ta ideą. Co o niej myślę? Myślę, że to coś fajnego, coś czemu chciałbym się przyjrzeć bliżej! Przyznaję, że całkiem nieświadomie (o dziwo!) stosuję kilka sposobów pozwalających mi żyć bez śmieci! Kocham DIY, wiele rzeczy odnawiam, nie kupuję nowych. Jako prezent drugiej osobie daję swoją obecność i nie chodzi tu o skąpstwo! Po prostu korzystam z życia a nie z gadżetów! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. 1. Piękna idea. W dzisiejszych czasach trudna do zrealizowania. Nie wszystko można niestety dostać bez zbędnego opakowania, nawet w specjalnych sklepach. Już nawet tym, że studiuję wytwarzam ogrom śmieci bo niestety nie jestem w stanie nauczyć się materiału z notatek na laptopie, więc muszę je wydrukować.
    2. Staram się oczywiście drukować tylko najpotrzebniejsze rzeczy aby nie marnować papieru. Listy zakupów zapisuję na telefonie. Kupując owoce i warzywa staram się zrezygnować z foliowych torebek. Zawsze noszę z sobą torbę szmacianą do której wkładam zakupy. Słoiki oraz funkcjonalne opakowania po kosmetykach wykorzystuję ponownie np. do toników, które robię sama.
    Staram się ale daleko mi do zero waste. Chętnie dowiem się jakie alternatywne sposoby jeszcze istnieją. Choć na tym etapie życia nie jestem w stanie oddać się tej idei w 100%, jednak ciągle dążę do mniej zaśmieconeo życia. Może Twoja ksiażka mi w tym pomoże?

    OdpowiedzUsuń
  27. Niedawno się przeprowadziliśmy... do nowego, obcego miasta... i napiszę jedno - nie dość, że zupełnie nie potrafię tu się ogarnąć z segregacją śmieci, to jeszcze sama wiata śmietnikowa (a raczej coś a'la wychodek) nie dość, że kompletnie nie jest mi po drodze, to jeszcze jest tak wstrętna, że najchętniej w ogóle bym tam nie wchodziła... ale niestety, nie mam za dużo pojęcia o idei Zero Waste, ba! Pierwszy raz widzę tą nazwę... Mój nie Mąż pracuje w zakładzie utylizującym odpady i miałam okazję kiedyś zwiedzić jego zakład... To co tam zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie! Ile jest odpadów, to nawet sobie nie zdawałam sprawy... Może rozsądek, a może instynkt przetrwania podsunął mi kilka zachować, które spowodowały, że śmieci jest trochę mniej. Materiałowe torby mam rozłożone wszędzie, w samochodzie, wózku czy torebce - nigdy nie wiadomo kiedy się mogą przydać... Dodatkowo wodę piję tylko przefiltrowaną z kranu, dzięki czemu nie wyrzucam plastikowych butelek - jednakże to wciąż za mało, abym mogła okropny śmietnik omijać szerokim łukiem... Myślę, że teraz jest czas zmian, czas zmian na lepsze i chciałabym, aby tych zmian trochę było, dlatego jak skupię się na ograniczaniu ilości odpadów to nie dość, że nie Mąż będzie miał mniej pracy, nie będę musiała włazić do "wychodka" i nadrabiać tym samym drogi (bo jest kompletnie nie po drodze), to jeszcze będzie to dobra okazja na poznanie nowego miasta, a tym samym sprzedawców lokalnych sklepików = szybszej aklimatyzacji :) dlatego właśnie książka trafiając do mnie trafi w dobre ręce :) Ja na pewno wykorzystam wiedzę w niej zawartą, aby rozpocząć kolejny etap, nowego, lepszego życia :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Po raz pierwszy zetknęłam się z tym pomysłem oglądając reportaż w telewizji śniadaniowej - pamiętam, że jakaś Amerykanka wygenerowała w ciągu roku ilość śmieci równą niewielkiemu pudełku. Zrobiłam wtedy przegląd domowych śmieci i efekty tego audytu wcale nie były fajne: pełny (jak zawsze) kosz na śmieci w kuchni, równie pełny w łazience, pełen pojemnik pogniecionych plasitkowych butelek i reklamówkowa matrioszka z plastikowej siaty pełnej starannie pozwijanych mniejszych plastikowych siatek. I po prostu nie dowierzałam - bo jak to tak, bez balsamu w plastikowej butelce? Bez mydła w błyszczącym papierku? I jak mam kupić ukochaną czekoladę, kiedy po jej zjedzeniu nie mam co zrobić ze sreberkiem i jeszcze z kartonowym pudełkiem? Dalej tego nie wiem - ani jak kupić pastę do zębów, która będzie "no waste" (zrobić samemu? mój dentysta na pewno by się ucieszył, ja - chyba raczej nie), ani jak przestać beztrosko wyrzucać do śmieci pieniądze, bo jak inaczej nazwać wyrzucanie odpadków, które przez brak elementarnej gospodarności zawsze zostają mi po każdym posiłku.
    Dlatego staram się cokolwiek zmienić, ale wychodzi mi to dość koślawo. Toreb z materiału na zakupy mam na pęczki, ale i tak wezmę w sklepie foliówkę na bułki - bo przecież nie wrzucę ich do torby obok portfela. Niby się babram we własne kosmetyki, ale jak widzę coś super-hiper-nowego w super-pięknym opakowaniu to w 90% przypadków wyjdę z tym ze sklepu i ustawię na półce, w długofalowej perspektywie generując kolejne śmieci. I tak jakby ciągle pod górę... a najtrudniej to chyba jednak przeskoczyć własny problem z wprowadzeniem tego wszystkiego w życie.

    OdpowiedzUsuń
  29. Uczę się.
    Tak naprawdę dopiero zaczynam swoją przygodę z niemarnowaniem jedzenia. O samej idei dowiedziałam się z telewizji śniadaniowej i świadomie zaczęłam wprowadzać ją w życie.
    Materiałowe siatki towarzyszyły mi już od dłuższego czasu, ale była to raczej kwestia nie idei "zero waste" a oszczędności, bo za większość siatek w sklepach się teraz po prostu płaci (co jest absolutnie wg mnie genialnym pomysłem, bo zachęca ludzi-może w trochę brutalny sposób, ale jednak-do dbania o środowisko i zwracania uwagi na to, czym się otaczamy).
    Ostatnio staram się zero waste przenieść też do kuchni. Jak ugotuję za dużo zupy to zagotowuję do słoików, żeby nie wylewać, jak to robiłam do niedawna. Tak samo, jeśli robię jakieś leczo, czy tego typu dania. Znalazłam nawet sposób na obierki z ziemniaków i marchewki i zrobiłam z nich... chipsy!
    I tak jak pisałam uczę się... Myślę, że zero waste, to kwestia wyborów. Nawet jeśli nie uda Ci się zmieścić śmieci produkowanych przez rok w małym słoiku (a słyszałam ostatnio i o takiej sztuce!), to jeśli ograniczysz ich produkcję o tyle, ile możesz i świadomie będziesz wybierać między produktem na wagę, a opakowanym, między produktem, który możesz wykorzystać na różne sposoby, a nie, między produktem, którego możesz wykorzystać "do cna" to już jest sukces.
    Szukam wzorców, szukam pomysłów na to, by zostawić swój mały świat trochę czystszym, niż go zastałam. Czystszym, więc lepszym.

    OdpowiedzUsuń

Zamów powiadomienia o nowych postach !